Myślę, że zbyt często jedną miarą mierzymy wszystkie dzieci. Nie każdy przecież ma te same talenty i nie każdy jest w stanie osiągnąć to, co kolega. To od nas, nauczycieli, powinno zależeć, czy dostrzeżemy talenty u naszych uczniów i w jaki sposób pozwolimy im się rozwinąć.

Kiedy moi uczniowie osiągają wysokie wyniki w nauce, bardzo mnie to cieszy i cieszy pewnie każdego nauczyciela w każdej polskiej szkole. Przecież zaledwie dwa miesiące temu grupa uczniów wyszła na szkolnym apelu na środek sali odświętnie ubrana, aby z rąk wychowawcy i dyrektora odebrać świadectwa z czerownym paskiem.

Wszystko byłoby pieknie, gdybyśmy nie zapomnieli o tych, którzy siedzieli na ławce i otrzymali tzw. normalne świadectwa. Czy ich nie ma za co pochwalić? Za co wyróżnić? A właśnie, że jest. Ludzie rodzą się przeciez z różnymi talentami i umiejętnościami. Jedną z takich umiejętności jest szybkość przyswajania wiedzy. Są ludzie, którzy chwytają informacje w mig, a innym zrozumienie podstawowych treści zajmuje wiele czasu (czytacie zresztą bloga osoby, delikatnie rzecz ujmując, nieobdarzeonej talentem… matematycznym, więc wiem, co mówię ;)). Ci słabsi muszą więc włożyć więcej wysiłku w oponowanie jakiejś treści niż ci, którzy rozumieją wszystko od razu. Zatem jest za co chwalić tych słabszych – chociażby za wysiłek, który włożyli w swoją pracę! Chwalmy więc konstruktywnie, bo – wg Geoffa Petty – wysiłek włożony w naukę też musi być chwalony. Poza tym tacy uczniowie rzadko są za swój trud nagrodzeni bardzo dobrą oceną. Potęguje to w nich poczucie zniechęcenia, bezsensowaności działań i braku motywacji do dalszej pracy. Dlatego, aby docienić trud włożony w całoroczną pracę, w mojej szkole nagradza się takich uczniów tytułem „SKOCZKA”.

Tytuł ten może otrzymać każdy uczeń, który od pierwszego do drugiego okresu podniósł swoją średnią o co najmniej pół stopnia. Średnia ocen z pierwszego półrocza nie jest ważna. Chodzi o to, by zachowana była powyższa skala. Piszę o tym, ponieważ w mojej osobistej klasie też znaleźli się uczniowie, którzy o świadectwie z czerwonym paskiem mogli tylko pomarzyć. Jednym z takich uczniów był – nazwijmy go – Adaś. Adasiowi nauka przychodziła z wielkim truden, a pracowało się z nim w oparciu o zalecania poradni psychologiczno – pedagogicznej. Uczeń ten miał niski zasób wiedzy ogolnej, braki w podstawowych umiejętnościach, mały zasób słów. Ponadto, zgodnie z zaleceniami poradni, nasz Adaś musiał korzystać z zajęć dydaktyczno-wyrównaczych po swoich lekcjach, a że uczęszczał do klasy sportowej, zostawał kolejną godzinę, by pracować nad niwelowaniem braków. Każda pozytywna ocena była wynikiem jego ciężkiej pracy, a każda konstruktywna pochwała w stylu: Widzę, że napracowałeś się przy tym zdaniu – bardzo mnie to cieszy – napawała go dumą, co widziałam po delikatnym uśmiechu na jego twarzy. Adaś ten włożył tyle wysiłku w swoją pracę, że podwyższył swoją średnią o ponad pół stopnia, więc kwalifikował się do tego, by otrzymać ten tytuł. Zatem, po zejściu ze szkolnej sceny uczniów „paskowych”, m.in. mój Adaś wyszedł na środek sali, by z rąk pani dyrektor odebrać dyplom z tytułem „SKOCZKA”. 🙂

Wiecie dlaczego o tym piszę? Bo Adaś napawał mnie taką samą wielką dumą jak inni moi uczniowie. Serce mi rosło, gdy widziałam na scenie szystkich tych, którzy włożyli wysiłek
w osiagnięcie swoich celów.

Nie zapominajmy więc chwalić, ale konstruktywnie – za wysiłek, za trud włożony w wykonanie zadania. Zauważmy każdy mały krok w przód, powiedzmy miłe słowo. To nic nie kosztuje, a szczery uśmiech ucznia i wzmocnione poczucie jego wartości są bezcenne. 🙂 Życzę więc nam wszystkim wielu Adasiów w tym roku szkolnym. 🙂

Iza Bartol

Kategorie: Blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *